W najbardziej zapracowanym mieście świata trudno znaleźć czas na
randkę. Wieczór z jakimś nudziarzem może się okazać stratą czasu. -
Wolę zaliczyć osiem randek w godzinę. To wcale nie żarty! Nowy Jork po
prostu oszalał na punkcie speed dating, czyli randek błyskawicznych.
Pomysłodawcą speed dating był rabin Aish Ha-Torah z Los Angeles.
Początkowo randki zarezerwowane były dla młodzieży żydowskiej: chodziło
o promowanie małżeństw żydowskich i przeciwdziałanie nadmiernej
asymilacji kulturowej. Jednak błyskawiczne randki okazały się
znakomitym sposobem kojarzenia par.
Dziś w wielu lokalach Nowego Jorku odbywają się spotkania singli w
różnych grupach wiekowych. Uczestnicy odbywają osiem z góry
zaplanowanych rozmów. Na początku imprezy otrzymują indeks z imionami
przypisanych sobie randkowiczów. Dzisiaj w jednym
z lokali spotykają się kobiety i mężczyźni w wieku od 25 do 35
lat. 42 osoby siedzą naprzeciw siebie przy ponumerowanych stolikach.
Każda para ma siedem minut na rozmowę. Siedem minut na znalezienie
wspólnej fali i zdecydowanie, czy ma ochotę na spotkanie z rozmówcą.
Potem dzwoni dzwonek, prowadząca krzyczy: "Uwaga! Gotowi!? Przesiadka!"
- i panowie przesiadają się o dwa stoliki w lewo. W indeksie obok
imienia Johna, swojego rozmówcy, Christin wpisuje "tak", czyli zgadza
się na danie Johnowi swojego numeru telefonu. W tym momencie rozpoczyna
się jej randka z Patrickiem.
Po odbyciu pierwszych czterech randek uczestnicy są zapraszani na
15-minutową przerwę i mogą nawiązać kontakt z osobami, których imiona
nie znajdują się w ich indeksie (wszyscy uczestnicy noszą plakietki z
imionami).
Organizatorzy zapewniają randkowiczom pełną dyskrecję, podczas
speed dating lokal jest zamykany, uczestnicy nie mogą podawać swoich
nazwisk, wieku ani zawodu. Nie wolno im prosić o telefony rozmówców ani
proponować spotkania. Wszystko wyjaśni się po zakończeniu imprezy, gdy
organizatorzy zbiorą indeksy od uczestników i wyłowią pary, które
zwróciły na siebie uwagę. Wówczas zainteresowany mężczyzna otrzymuje
telefon zainteresowanej nim kobiety i jest zobowiązany do
skontaktowania się z nią w ciągu czterech dni. Jeśli tego nie zrobi,
zostaje zdyskwalifikowany i nie może wziąć udziału w kolejnej serii
randek.
- Speed dating ma mnóstwo zalet - mówi 30-letnia Amy. - Wszyscy
przychodzą tu, by znaleźć part-nera, ale nie narażają się na
odrzucenie. Faceci, z którymi rozmawiałam, nie wiedzą, czy wpadli mi w
oko. Dowiedzą się o tym tylko wtedy, gdy i ja się im spodobałam. Poza
tym nie ma tu dymu ani hałasu, a jeśli dziś mi się nie uda, przyjdę za
tydzień i spróbuję od nowa.
Źródło: http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,686178.html