Według Sashy Cagen quirkyalone oznacza osobę, która 'nie ma nic
przeciwko związkom, ale przedkłada życie w pojedynkę nad wiązanie się w
pary tylko po to, aby uniknąć samotności'
Pierwsza książka Sashy Cagen stała się w Ameryce bestsellerem. Nic
dziwnego - w jednoosobowych gospodarstwach żyje tu już 40 proc.
dorosłych. A 'Quirkyalone' to manifest ludzi, którzy są sami, ale nie
samotni. Fanów takich seriali, jak: 'Seks w wielkim mieście', 'Ally
McBeal' czy 'Przyjaciele'.
Była mroźna noc sylwestrowa 1999 r. 25-letnia Sasha znalazła się na
przyjęciu u znajomych w nowojorskim mieszkaniu. Dla samotnej młodej
kobiety sylwester mógł się zakończyć na dwa sposoby - albo płaczem w
łazience, albo pocałunkiem z nieznajomym o godz. 24.
Jeszcze o 23.45 Sasha pełna była nadziei. Ale kiedy wybiła dwunasta,
rozejrzała się po pokoju i zamiast pogrążyć się w smutku, doznała
olśnienia - zobaczyła kilkadziesiąt samotnych osób i ani jednego
'romantycznego' pocałunku. 'Wiecie, kim jesteśmy? - zawołała
rozradowana. - Jesteśmy » quirkyalones «!'.
'Quirkyalone' to słowo, które traci w tłumaczeniu. Angielskie 'quirky'
oznacza kogoś, kto jest autentycznie ekscentryczny, bez pozy. W słowie
'quirky' jest dużo życzliwości, tymczasem język polski odzwierciedla
kulturę, która inność traktuje z rezerwą - 'dziwak', 'oryginał'.
Jedynie młodsze pokolenie aprobuje u nas inność - najbliższe definicji
'quirky' są określenia 'kosmiczny' albo 'odlotowy'. Natomiast 'alone'
oznacza tyle co 'sam', ale nie 'samotny' ('lonely'). Coś jak 'w
pojedynkę'.
Według Sashy Cagen quirkyalone oznacza osobę, która 'nie ma nic
przeciwko związkom, ale przedkłada życie w pojedynkę nad wiązanie się w
pary tylko po to, aby uniknąć samotności'. Quirkyalone to romantyk XXI
wieku, który buntuje się przeciwko marketingowi miłości, pocztówkom
walentynkowym i obowiązkowej kolacji przy świecach w modnej
restauracji. Marzy o porozumieniu 'dusz', ale z zachowaniem własnej
odrębności. Zamiast 'my' mówi 'ty i ja'. Wysoko ustawia poprzeczkę.
Czeka na związek, w którym będzie mógł się spełnić. Na symbiozę
intelektu, ducha i ciała, jednym słowem - na wielki wybuch. Tak, to
niepoprawny idealista.
'Pojedynczy' unikają zjazdów rodzinnych, ślubów i gwiazdkowych imprez,
które są wyzwaniem dla osób samotnych. Lubują się za to w organizowaniu
domowych przyjęć dla przyjaciół i wspólnych wyjazdów weekendowych.
Można ich spotkać na zajęciach jogi, malowania na szkle albo na
warsztatach psychologicznych. Nauczyli się oswajać samotność i twórczo
ją wykorzystują. Samotnie chodzą do kina, na wielogodzinne spacery albo
zaszywają się w czterech ścianach, pracując nad nowym tajemniczym
projektem.
Po sylwestrowej nocy Sasha w jednostronicowym felietonie opisała
zjawisko, którego była świadkiem, i opublikowała je w 'To-Do List'
(Liście Rzeczy do Zrobienia) - niezależnej lokalnej gazetce, którą od
kilku lat wydaje z przyjaciółmi w San Francisco. Felieton prędko
doczekał się przedruków w większych gazetach, a Sasha została zasypana
workami listów i megabajtami e-maili od czytelników. 'Pojedynczy' z
całego świata pisali, że dzięki Sashy wreszcie mają poczucie
przynależności do grupy. 'To o mnie!', 'To ja!', 'Jestem quirkyalone!'.
Opisywali historie swoich związków albo szczęśliwe życie w pojedynkę, w
towarzystwie przyjaciół, psów i kotów. Pisali o niecodziennych pasjach,
którym się poświęcają, albo o zabawnych nawykach, które wypracowali
przez lata życia 'solo'. Na przykład ulubionym zajęciem Marty
Zuckerman, lat 32, z Nowego Jorku jest robienie sobie zdjęć w automacie
po godz. 2 w nocy, a Carolyn Jacobs, lat 27, lubi jeździć wieczorem po
mieście i trąbić na przystojnych chłopaków.
Żeby dowiedzieć się więcej o quirkyalones, Sasha rozesłała pocztą
elektroniczną kwestionariusz do członków listy mailingowej pisma
'To--Do List'. Okazało się, że większość jej fanów to kobiety z
wielkich miast. Często mają wolny zawód, grają w niszowych zespołach,
przewodniczą stowarzyszeniom, angażują się jako wolontariuszki albo
prowadzą działalność artystyczną. Ich życie towarzyskie to przyjaciele,
grupy wsparcia, zespoły, drużyny.
Sasha postanowiła zebrać i uporządkować informacje, które do niej
spływały z całego świata, wydając 'Quirkyalone. Manifest
Bezkompromisowych Romantyków'. Książka nieco przypomina dziewczyński
pamiętnik albo zeszyt 'złotych myśli' i odzwierciedla naturę 'quirky' -
kolaż emocji i doświadczeń. Zawiera wypowiedzi quirkyalones, testy,
zapiski na marginesie, zdjęcia, wykresy, sylwetki sławnych QA, opis
zjawisk typowych dla tej grupy (np. ceremonia małżeństwa z samą sobą;
pomysł przedarł się nawet do odcinka 'Seksu w wielkim mieście', w
którym Carrie w głębokiej depresji postanawia poślubić samą siebie i
sporządza listę prezentów, w tym oczywiście szpilki od Manolo Blahnika).
Sasha jest fanką spisów - dołączyła do książki listę ulubionych
piosenek QA, książek, czynności i nawyków (np. śpiewanie do lustra albo
obcinanie paznokci przy kuchennym stole). Całość zamyka lista
podziękowań - wyjątkowo długa (przyjaciele!).
Umawiam się z Sashą na rozmowę po jej powrocie z tournée promocyjnego
po Stanach Zjednoczonych. Piątkowy wieczór w redakcji 'Wysokich
Obcasów' - cisza i spokój. San Francisco dopiero budzi się do życia.
Kiedy dzwonię, Sasha właśnie spienia mleko do swojej latte i prosi,
żebym chwilę poczekała, bo musi przenieść się na kanapę. A nie jest to
proste, bo właśnie przemeblowuje mieszkanie (dla 'odświeżenia umysłu'
robi to mniej więcej co dwa miesiące).
- No dobra, już! - sapie Sasha do słuchawki.
Mogę prosto z mostu?
Tak, tak, dawaj!
Nadal jesteś quirkyalone?
(długa cisza) Tak, jestem - śmieje się Sasha.
Dlaczego się zawahałaś?
Bo to było naprawdę 'prosto z mostu'! Obiecałam sobie, że nie będę odpowiadać na to pytanie.
Dlaczego tak trudno być samotnym?
Bo walczymy z tysiącami lat wyobrażeń na temat tego, co czyni życie
szczęśliwym. I wciąż nam, kobietom, ten społeczny nacisk bardziej się
daje we znaki. Bez rodziny i dzieci nie jesteś w pełni kobietą - to
konserwatywne myślenie lat 50. jest wdrukowane w naszą mentalność. To
niesamowite, ale mimo zdobyczy feminizmu stygmat starej panny w Ameryce
wciąż jest żywy!
Właśnie dlatego wydałaś tę książkę, kiedy skończyłaś 30 lat?
Książka zaczęła powstawać, kiedy skończyłam 25 lat. Zresztą już jako
nastolatka byłam inna od większości dziewcząt w mojej szkole. Nie
umawiałam się na randki z chłopakami. Było tyle ciekawszych rzeczy do
zrobienia: napisać opowiadanie, wydawać gazetę z przyjaciółmi,
przygotować się do występu w szkolnym teatrze, upiec z babcią ciasto.
Jak się domyślasz, nie byłam specjalnie lubiana. W amerykańskim liceum
jest się albo dziewczyną rugbisty, albo kujonką. Ja byłam tą drugą.
QA są towarzyscy, z dużymi poczuciem humoru i mnóstwem
zainteresowań. To najlepszy 'towar' w mieście. Dlaczego tak trudno
znaleźć im partnera?
To odwieczne pytanie. Dotyczy wszystkich, nie tylko QA, ale z QA sprawa
się komplikuje przez to, że szukasz kogoś wyjątkowego, kto zniesie
twoją ekspansywność, zobowiązania towarzyskie, kultywowanie
zainteresowań, potrzebę przestrzeni. My w Stanach mamy niezwykle
rozwinięty biznes randkowy, ludzie zbijają fortunę na swataniu innych i
prześcigają się w wymyślaniu nowych udogodnień: czaty, internetowe
randki, fastdating, kluby dla samotnych... Co chcesz, to masz. QA takie
rozwiązanie kompletnie nie interesuje.
On szuka kogoś, kto jest elektryzujący, wyjątkowy, atrakcyjny
seksualnie, a co najważniejsze - kto stanie się również najlepszym
przyjacielem. QA tworzą tak intensywne i głębokie związki ze swoimi
przyjaciółmi, że szukając partnera, pragną przyjaźni co najmniej tej
samej jakości plus 'tego czegoś', co może dać ci tylko ukochana osoba.
QA mają po prostu większe wymagania, a ponieważ przyjaciele dają im
oparcie, nie są zdesperowani. Potrafią czekać - czasami rok, czasami
dziesięć lat, a czasami o wiele dłużej. Ja mam grupę ludzi, którzy
tworzą 'moją rodzinę'. Mieszkamy w tej samej dzielnicy, spotykamy się
prawie codziennie, wyjeżdżamy razem na wakacje. Z tymi, którzy
mieszkają dalej, rozmawiamy przez telefon albo piszemy e-maile. Nie
chodzimy na randki co weekend, żeby 'zwiększyć swoje szanse'. Wolimy
ten czas poświęcić chociażby na naukę chińskiego. Kiedy jesteśmy sami,
nie panikujemy. Potrafię pójść na długi samotny spacer albo usiąść sama
w kawiarni. Nie szukam za wszelką cenę zajęć, które wypełniłyby tę
pustkę, tylko zastanawiam się, co mogę jeszcze zrobić, żeby ulepszyć
moje życie. Samotność jest niezbędna od czasu do czasu, żeby zastanowić
się, czego tak naprawdę potrzebujesz. Dzięki temu podejmujesz świadome
decyzje, nie poddajesz się biegowi zdarzeń. QA to osoby odpowiedzialne
za swoje wybory i ich konsekwencje. QA nie powie nigdy: 'Ups, znowu to
zrobiłam, sama nie wiem, jak to się mogło stać'. Tylko sobie nie myśl,
że QA to asceci - o nie, niektórym bardzo do tego daleko (śmiech).
Jakim związkom jesteś przeciwna?
Takim przeciętnym, nijakim. Kiedy dwoje ludzie jest ze sobą tylko
dlatego, że nie potrafią być sami. I takim, w którym się zmieniasz
wbrew sobie, tracąc jakąś ważną część swojej osobowości. Zwłaszcza
kobiety często zmieniają się w nowym związku. Może w głębi serca
nienawidzisz piłki nożnej i czas spędzony na oglądaniu meczów wolałabyś
poświęcić na lekcje ceramiki? Idealny związek to taki, w którym masz
wsparcie i który jest radosny i sprawia, że czujesz się dobrze sama ze
sobą i z tą drugą osobą. Związek ma cię inspirować, a nie ssać z ciebie
energię. Po prostu bądź sobą bez względu na to, z kim jesteś.
Dla QA najtrudniejszym wyzwaniem w nowym związku jest kompromis
pomiędzy czasem poświęcanym dotąd przyjaciołom a partnerowi. QA
przyzwyczajeni są do tego, że nawet najbardziej prywatne sprawy
powierzają przyjaciołom, a kiedy pojawia się 'ta jedna wybrana osoba',
czas nauczyć się intymności i tajemnic.
Ci QA, których znam i którzy weszli w związki, są w większości
szczęśliwi, ponieważ spotkały się dwie dojrzałe, niezależne osobowości,
które dają sobie nawzajem przestrzeń, a jednocześnie potrafią być ze
sobą blisko. Te związki świadczą o tym, że warto uważnie wybierać.
Mówisz, że książka jest 'listem miłosnym' do Twoich przyjaciół. Jak to rozumieć?
Moje życie to historia moich przyjaźni. Mój najdłuższy związek
romantyczny trwał sześć miesięcy, a z kilkoma osobami przyjaźnię się
intensywnie ponad 20 lat. Wiele z tych przyjaźni swoim natężeniem,
złożonością uczuć przypomina związki miłosne. Poza seksem.
Myślę, że brakuje nam języka do mówienia o przyjaźni. Czasem nie wiemy,
jak sobie radzić z kryzysem w takich związkach, z napięciami, których
nie potrafimy rozwikłać. A tak wiele zawdzięczamy przyjaciołom. Przez
pięć lat powstawania tej książki moi najbliżsi przyjaciele zaangażowali
się w pracę nad nią, pomagali mi zbierać dane. To również ich praca.
Filozofia QA opiera się na przyjaźni, poczuciu wspólnoty, w której jest
miejsce na różnorodność. W przyjaźni jest tyle uczucia i poświęcenia, o
wiele więcej, niż jest w stanie pomieścić przeciętna piosenka o
miłości. Typowy QA jest zakochany w wielu osobach jednocześnie,
jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. A zresztą, co tam! Przecież my
jesteśmy dziwni!
Ale książkę dedykujesz swojej babci?
Moja babcia jest moim wzorem. W latach 50. rozwiodła się z mężem, mając
pięcioro dzieci. Stwierdziła, że odchodzi, bo go już nie kocha i nie
potrafi żyć w zakłamaniu tylko 'dla dobra rodziny'. W tamtych czasach
to była szalona decyzja, dziś też wymagałaby prawdziwej odwagi. Babcia
chodziła na lekcje rysunku, twórczego pisania, wprowadzała kreatywność
do każdej dziedziny swojego życia. Kiedy byłam mała, spędzałam z nią
wiele czasu. Nawet kiedy piekłyśmy ciastka, robiłyśmy to 'z głowy',
eksperymentując i świetnie się przy tym bawiąc.
Co robisz w weekend? Niedziela to najstraszniejszy dzień dla ludzi bez rodziny.
Jestem straszną nudziarą! (śmiech) Już się wyszalałam. Wolę spotkać się
z przyjaciółmi, ugotować coś razem, wypożyczyć film, niż iść do klubu.
W klubie nie da się pogadać! Dzisiaj moja koleżanka, która wydaje
miesięcznik, organizuje wieczór literacki. Autorzy tekstów będą je
czytali w lokalnej księgarni, która jest połączona z kawiarnią. W
sobotę mam sprzątanie, więc pewnie pół dnia spędzę w pralni publicznej
i pogadam z sąsiadami. A w niedzielę umówiliśmy się ze znajomymi na
spacer po górach. Uwielbiam niedziele, tyle godzin spokoju i słodkiego
lenistwa.
W Twojej książce jest lista 'sekretnych solonawyków'. Możesz nam zdradzić parę prywatnych 'dziwactw'?
O matko! Miałam nadzieję, że nikt mnie o to nie zapyta! Jedzenie
ciastek czekoladowych w łóżku, seksowny taniec przed lustrem i ciągłe
przemeblowywanie mieszkania. Na szczęście sąsiadka, która mieszka pode
mną, to moja najlepsza przyjaciółka. Wiesz, te wszystkie dziwne nawyki
osób samotnych to po prostu czerpanie radości z małych rzeczy, których
wielu ludzi nie zauważa. Dzięki takim drobnym przyjemnościom nie
koncentrujemy się na tym, żeby znaleźć kogoś, kto cię uszczęśliwi.
Uszczęśliwiać się nawzajem mogą osoby, które wiedzą, czym jest
szczęście, kiedy jest się samotnym. To prawdziwy skarb.
Sasha, ostatnie pytanie, z czego Ty właściwie żyjesz?
Sama nie wiem (Sasha znowu wybucha śmiechem) Zarabiam na życie jako
redaktorka w piśmie giełdowym, ale to tylko sposób na opłacenie
rachunków. Tak naprawdę jestem pisarką, quirkyalone i pełnoetatową
przyjaciółką.
Źródło: http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,2212503.html