Jak zapracowany Amerykanin ma znaleźć partnera na życie? Wystarczy
spytać dowolnego zagonionego przedstawiciela klasy średniej, co z jego
życiem osobistym, a usłyszy się w odpowiedzi głębokie westchnienie.
Nowy system pracy utrudnia nawiązywanie intymnych relacji - przekonuje
"The Economist".
W
latach 50. Amerykanie wchodzili w związki małżeńskie zaraz po
dwudziestce. Współmałżonka poznawali na uczelni, ewentualnie był to
chłopak czy dziewczyna z sąsiedztwa bądź koleżanka lub kolega z pracy.
A teraz? Amerykańskie odpowiedniczki bohaterki popularnego serialu o
Ally McBeal kończą studia, zanim jeszcze pomyślą na serio o
zamążpójściu. Potem jest im coraz trudniej. O jakości tych późnych
związków świadczy rosnąca liczba rozwodów.
- Partnera nie ma po prostu gdzie spotkać - przekonuje socjolog
Bernard Beck z Uniwersytetu Northwestern w stanie Illinois. Bary dla
samotnych czy siłownie nie spełniają zadania miejsca romantycznych
schadzek. A w pracy obawa przed oskarżeniem o molestowanie seksualne
sprawia, że mężczyzna dobrze się zastanowi, zanim wypowie komplement
pod adresem ślicznej Sue siedzącej przy biurku obok. Firmy
ubezpieczeniowe, które zapłacą odszkodowania w przypadku sprawy o
molestowanie, nalegają, by pracodawcy wprowadzili zakaz umawiania się
na randki ze współpracownikami z firmy.
Co robi zatem samotny amerykański pracoholik? Korzysta z usług
wyspecjalizowanych firm matrymonialnych. W Stanach Zjednoczonych nazywa
się to "pomoc w umawianiu się na randkę".
Jedna z takich firm - Just Lunch - umawia zapracowanych biznesmenów
na obiadek. Roczny abonament w tej firmie kosztuje tysiąc dolarów. Za
tę cenę klient ma prawo do 12 obiadów z 12 paniami. Po każdym z nich
trzeba poinformować firmę, czy towarzyszka obiadu się spodobała.
Inne rozwiązanie dla samotnych serc to Internet. Match.com ma już 3
mln klientów, przybywa ich ponoć po 38 tys. tygodniowo. Opłata
miesięczna wynosi 40 dol. Za tę cenę komputer znajdzie partnera do
pary. Żeby nie natknąć się na byle kogo, inna swatka internetowa
Goodgenes.com przyjmuje zgłoszenia jedynie od absolwentów elitarnych
uczelni Ivy League. Z kolei JDate.com gwarantuje Żydom, że nie zgłosi
się w odpowiedzi na ich anons żaden goj. Singleswithscruples (czyli
kawalerowie z zasadami) to "strona internetowa dla ludzi z poczuciem
honoru i zasadami moralnymi".
Oczywiście Internet nie daje gwarancji, że ogłaszający się miły
kawaler nie jest w rzeczywistości ojcem trójki uroczych dzieci. Z
ostrożności nowi członkowie nie używają prawdziwych imion aż do chwili,
gdy mają wrażenie, że oswoili się z drugą osobą. Wskazówki, jakie
internetowa swatka daje przed pierwszą randką, przypominają reguły
obowiązujące w wywiadzie w czasach zimnej wojny: prowadź samochód sam,
spotkaj się w miejscu publicznym, upewnij się, by ktoś wiedział, gdzie
pojechałeś.
Źródło: http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,73343,51344.html